poniedziałek, 6 kwietnia 2015

89.

6 lipca 2014. Pamiętam tą datę, bo wtedy otrzymałam pierwszą prywatną wiadomość od niego. To już nie na portalu randkowym, na którym się poznaliśmy. Pamiętam, jak po raz pierwszy zobaczyłam jego zdjęcie, miał w sobie coś, czego nie jestem w stanie opisać. Oboje byliśmy po przejściach, nie chcieliśmy się szybko wiązać. Mijał dzień za dniem, kolejna przegadana godzina. Nieraz rozmawialiśmy po kilka godzin dziennie. Poznałam go jak był na L4 więc bywało, że rozmawialiśmy po 10 godzin dziennie. Coraz częściej wspominałam o spotkaniu w realu, ale on jakoś nie podejmował tematu. Przecież do Krakowa oboje nie mieliśmy tak daleko a spotkanie jak spotkanie, mieliśmy się po prostu spotkać, poznać się, nic zobowiązującego. W końcu do spotkania doszło po równych 9 tygodniach od poznania się. Chyba czuł, że po prostu taka sytuacja w zawieszeniu mnie wykańcza z resztą nie chciałam ciągnąć dalej czegoś co zupełnie nie miałoby sensu. Powoli zrodziło się wzajemne uczucie. Były wzloty i upadki. Coraz większe, ale jakoś staraliśmy się ogarnąć sytuację. Ostatnio on kompletnie mnie nie rozumie. Nie rozmawiamy ze sobą od 3 tygodni.
Wciąż zadaje sobie pytanie co się z nami stało? Oboje się chyba zgubiliśmy w tym wszystkim. Kocham go, ale nie potrafię z nim być. Kiedy byłam chora ostatnio, nawet nie wysłał smsa jak się czuje, czy wszystko u mnie w porządku, na święta też się nie odezwał ... Nawet nie potrafimy, nie chcemy ze sobą rozmawiać. "Jak sobie powiedzieć, że trzeba odejść, kiedy się kogoś kocha?" Potrzebuję czasu. Nie wiem nie potrafię określić co z nami będzie, ale tak jak w ostatnim filmie, z którego pochodzi cytat, jeśli ludzie są sobie przeznaczeni to i tak będą razem. Niczego nie żałuję. Cieszę się, że go poznałam.

 
***

W zasadzie sytuacja się ustabilizowała. "Ojciec" pojechał gdzieś na święta, z resztą mnie to nie obchodzi, nie moja sprawa skoro robi z tego tajemnice. Cieszę się, bo nie będę musiała go spotykać. W czwartek zobaczył, że coś jest nie w porządku między mną a matką, a poszło o wspólny prezent, który miał dać mi i jej. Ale przyniósł go w środę, tym bardziej wiedział, że mnie cały dzień nie było, bo byłam od rana do wieczora na zajęciach. Matka powiedziała, że był, tym bardziej, że powiedziałam, że skoro go na święta nie ma to byłoby fajnie, gdyby przyszedł wtedy jak jesteśmy razem.
Powiedziałam, że skoro jej dał niby nasz wspólny prezent to dał prezent jej a nie nam i przecież doskonale wiedział, że mnie wtedy nie ma. Nie miała na to słów, nie przewidziała, że to wszystko tak będzie. A potem wielka obraza o to, że ja przecież wcale nie muszę przy tym być. No chyba mamy w ogóle inne myślenie w tym temacie. Ale w piątek już chyba włączyło się jej myślenie, bo co nieco dotarło. Ona z resztą do tej pory nie ruszyła tego, co jej przyniósł. Zrozumiałabym gdyby go od czwartku nie było, a on przyszedł i w czwartek i w piątek, więc miał okazję, żeby nam tą rzecz wspólnie przekazać.
Wieczorem w piątek dzwonił, i niby składał wspólne życzenia, ale oczywiście mi tego nie przekazała.
Potem jej wygarnęłam, że to chyba nie w porządku skoro ktoś każe przekazać coś przez telefon a ona tego nie robi. Stwierdziła, że nie zrobiła tego, bo nie wiedziała, czy chce to słyszeć a doskonale wie, że byłam na niego wkurzona i że wie, że on mnie irytuje. Chyba do niej cokolwiek dotarło, że to jak postąpił po prostu było nie w porządku.

***
 

Ogólnie święta minęły dość spokojnie. Niby wychowałam się w religii katolickiej, ale święta to dla mnie powód do odpoczynku. Jakoś kompletnie tej wiary nie czuję. Po prostu coraz bardziej od tego odchodzę.

Na pocieszenie upatrzyłam sobie torbę i buty :)

112 komentarzy:

  1. Najważniejsze to niczego nie żałować, jeśli wynikało z tego jakieś dobro albo przyjemność. W moim życiu wiele relacji się zakończyło z różnych powodów, ale były w nich momenty, które miło wspominam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po za tym jest jeszcze jedna rzecz. Nie chce powiedzieć kiedyś, że nie zrobiłam tego czy tamtego i że żałuję właśnie, że po prostu nie podjęłam ryzyka i czegoś nie zrobiłam. Najwidoczniej ludzie pojawiają się po coś.

      Usuń
  2. Skoro macie ogarnąć to ogarniecie... :)
    A z rodziną, cóż. Najlepiej na zdjęciu i tego zdania chyba nie zmienię.
    Jakie buty i jaką torebkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem już marne na to szanse, skoro tyle ze sobą nie rozmawiamy.
      Dokładnie tak. Rodzina potrafi być tak irytująca, że szok.
      Wyślę Ci na fb :)

      Usuń
  3. Jeśli coś ma wyjść to będzie. Jeśli nie to nie. Chyba lepiej odejść niż się męczyć w niepewności...Ale nie wiem...
    Nie zazdroszczę sytuacji rodzinnej,ale jak napisała poprzedniczka z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu...
    Też jestem katolikiem miewam wątpliwość parę miesięcy temu miałam dość ciężki kryzys,ale jakoś go przetrwałam...Także myślę,że wszystko się z czasem unormuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie. Masz całkowitą rację. Lepiej po prostu zacząć z czystym kontem.
      Szkoda gadać. Najgorsze jest to, że matka nic nie rozumie jak do niej mówię o problemach i uważa, że nie ma problemów ... I to jest chyba w tym wszystkim najgorsze ...
      Oby ;)

      Usuń
  4. Ja też nie czuję wiary dla mnie już prawie abstrakcja

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w ogóle nie czuję świąt w tym roku. Może dlatego, że nie poszłam do kościoła? Sama nie wiem.
    A co z tym prezentem? Dowiedziałaś się co to było czy nie chcesz już wiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie czuję tych świąt. Nie wiem dlaczego. Może kiedyś były bardziej rodzinne i świąteczne.
      Wiem co to było, ale co z tego skoro wyszło jak wyszło, że dał go jej a nie nam wspólnie.

      Usuń
    2. Ale Twoja przekazała go Tobie?

      Usuń
    3. No w zasadzie nie wiem jak to określić. Trochę sią bała to zrobić. Ale skoro on był w czwartek i w piątek u nas to powinien nam to wspólnie przekazać. Czyż nie?

      Usuń
    4. Albo przynajmniej poinformować, że dał prezent i złożyć życzenia :/

      Usuń
    5. Dokładnie. A weź jeszcze matka nie rozumie co do niej mówię i nie uważa, żeby był w czymś problem.

      Usuń
    6. Ona jest nim silnie zauroczona, dlatego nie widzi problemu. Kiedyś ta bańka mydlana pryśnie i się opamięta.

      Usuń
    7. A mi mówi, że to tylko znajomy i że wiesz chce z nim tylko pogadać. Tak, nie mam oczu i nie widzę co się dzieje. Ani nie jestem na tyle mądra, żeby nie wyciągać wniosków ...

      Usuń
    8. Ale On u was nocuje? Czy tylko przychodzi od czasu do czasu?

      Usuń
    9. Nie, nie nocuje, bo prawie ze sobą sąsiadujemy, ale jest praktycznie codziennie.

      Usuń
  6. Te słowa są takie prawdziwe... Z jakiego to filmu?
    3 tyodnie to bardzo długo. I w ogóle przez ten czas nie rozmawialiście i nie pisaliście?
    Ja też mam coraz mniej wiary i coraz mniej cieszą mnie święta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł to: "I że Cię nie opuszczę". Oparty na prawdziwej historii. Ostatnio w tv dwukrotnie wyświetlany.
      Nie, żadnego kontaktu.
      Powoli to wszystko traci swoją magię.

      Usuń
    2. Byłam w kinie na tym filmie:) Ale to już jakiś czas temu. Film bardzo mi się podobał.
      To nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie to by samo przez siebie mówiło o końcu. Jak można się tyle nie odzywać?
      Niestety się z Tobą zgodzę.

      Usuń
    3. Mi też się podobał.
      Wiesz, są różne sytuacje. Moi znajomi byli ze sobą 3 lata, rozstali się na pół roku, a potem znów się zeszli i są ponownie ze sobą od półtora roku czy jakoś tak, nawet zamieszkali ze sobą w lutym. Ale każda sytuacja jest inna.
      Najwidoczniej można. Ale chyba po prostu musimy odpocząć a on musi pewne rzeczy zrozumieć.
      Jeszcze kilka lat temu rzeczywiście było coś w tych świętach.

      Usuń
    4. Masz rację, każda sytuacja jest inna i każdy w takiej samej sytuacji inaczej postąpi. Dlatego nikt nie powinien mówić, że był w identycznej sytuacji i powinno się tak a tak postąpić.
      Skoro tak uważacie, to mam nadzieję że ten czas pozwoli Wam dojść do podobnych wniosków.
      Nie wiem czym jest to spowodowane. Mniejsza wiara? Komercja? Cała ta otoczka i zamieszanie? A może wszystko razem wzięte...

      Usuń
    5. Dlatego nie można nikogo oceniać kiedy się nie zna sytuacji. Po za tym jak widzę co on robi to chyba wątpliwe, żebyśmy doszli do podobnych wniosków. Ale cóż. Pożyjemy, zobaczymy jak będzie.
      Chyba wszystkiego po trochu, przynajmniej tak mi się wydaje.

      Usuń
    6. Myślę, że nawet jak się zna sytuację, to nie powinno się oceniać. Można doradzić, powiedzieć swoją opinię i tyle.
      Byłoby szkoda, ale przecież nie zmuszisz go do zmiany nastawienia. Poza tym jest dorosły, więc chyba wie co robi.
      Chyba tak jest. Mnie się przykro robi jak przypominam sobie dawne święta i wiem, że już tak nie będzie.

      Usuń
    7. Dokładnie tak.
      Z reguły faceci coś robią, a potem tego żałują i nie wiedzą jak to odkręcić. I zachowują się gorzej niż dzieci, więc są niedorośli ;)
      No szkoda, ale co zrobić? Na pewne rzeczy po prostu nie mamy wpływu.

      Usuń
    8. Bo faceci nie myślą o konsekwencjach podjętych decyzji. I myślę, że są dorośli tylko niedojrzali :p
      Może kiedyś jak będę mieć dzieci to się zmieni...

      Usuń
    9. No dokładnie, też tak myślę. :p
      Może. Ja mam nadzieję, że też kiedyś będę mieć dzieci.

      Usuń
  7. Oj, święta ci wypocząć nie dały...bo gdy nie ma spokoju w sercu ( choć mam wrażenie, że on jednak jest, ale to pisałam w mailu) trudno jakkolwiek wypocząć. Gdy ludzie dążą do konfliktów bez sensu albo gdy tkwi się w takim zawieszeniu....no ale...trzymaj się tam jakoś :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, święta racja , Frido. Ale tak naprawdę tylko czas chyba może pokazać jak faktycznie będzie. I tak tu człowiek niczego nie zmieni ani nie przyśpieszy. A spokój - spokój zapanował.

      Usuń
    2. I jasna sprawa. Czas, który i leczy rany i po prostu pozwala ludziom na dostrzeżenie pewnych emocji, które w nich tkwią. Więc może i dobrze:)

      Usuń
    3. Wiesz, nie mówiłam, ale mam jeszcze jedną drogę, którą mogę podążyć, ale po prostu wolę i jemu i sobie dać trochę czasu. Ale zobaczymy jak to będzie. A ja też chce, żeby cokolwiek do niego dotarło.

      Usuń
    4. Jasne, ten czas na pewno nikomu po prostu tutaj nie zaszkodzi. I tak pewne sprawy muszą się rozwinąć, albo zakończyć. Tak po swojemu.

      Usuń
    5. Dokładnie tak, albo musi się zakończyć, albo cokolwiek ruszyć w którąkolwiek stronę, ale chyba minęło wystarczająco dużo czasu, żeby mógł się odezwać. Po za tym było kilka okazji, żeby wyciągnąć dłoń do tej drugiej osoby.

      Usuń
  8. Kiedyś usłyszałam takie zdanie 'jak się kogoś kogo to pozwala mu się odejść'. Do tej pory nie potrafię się do niego odejść. Mam nadzieję, że postąpisz przede wszystkim słusznie.... dla siebie. Bo tak czy siak jedna osoba będzie zraniona. Jednak wydaje mi się, że nie postąpił fair, nie odzywając się do Ciebie.
    Trzymaj się..
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu trzeba żyć zgodnie z sobą, a skoro do innych pewne rzeczy nie docierają i wciąż żyją tym co było no to trudno. Ja nie będę z tego powodu cierpieć. On oczekuje ode mnie, że ja będę się do niego dostosowywać a on - robić co mu się żywcem podoba, nawet nie biorąc po uwagę co myślę i czuję.
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Rozmawiałaś z Nim o tym? Może warto byłoby poświęcić czas na szczerą rozmowę..
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
    3. Rozmawiałam wielokrotnie, ale co z tego, skoro on i tak nic z tego nie rozumie? On nie rozumie problemu, więc szkoda czasu na coś co kompletnie nie ma sensu.

      Usuń
    4. Nie rozumie albo nie chce zrozumieć. Trochę sytuacja jakby bez wyjścia, co? Tzn. jest wyjście, ale chyba trochę nieprzyjemne, bolesne.

      Usuń
    5. Wiesz, niech robi co chce. Dałam mu czas na przemyślenie, jest jeszcze jedno wyjście, o którym tu nie mówiłam, ale jemu i mnie jest potrzebny czas.

      Usuń
    6. Rozumiem. Najważniejsze żebyś Ty byla szczęśliwa.

      Usuń
    7. Myślę, że najlepiej będzie po prostu jak trochę od siebie odpoczniemy. Jego rodzice stanęli po mojej stronie, ale co ma być to będzie. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu.

      Usuń
  9. Kurcze, 3 tygodnie to naprawdę sporo... ale to wcale nie wygląda jak historia zakończona. Tym bardziej, że w grę wchodzą uczucia. Takie sprawy, prędzej czy później wracają.
    Oby sie wszystko dobrze ułożyło ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że w pewnym momencie może być za późno na pewne rzeczy jak zrozumie problemy, które były w naszym związku.
      Może to i tak wygląda, ale jeśli się nie dba o uczucia to po prostu ona z czasem zanikają.
      Zobaczymy jak to będzie w tej sytuacji.
      Dziękuję:*

      Usuń
  10. a wiesz przynajmniej co to był za prezent? fakt, jeśli w środku jesteś niespokojna, to i święta nie są przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, ale co mi z tej wiedzy? Najgorsze jest, że jak ja o czymś mówię, że coś jest nie tak, to inni odbierają, że przecież nic się nie dzieje. Gdyby się nie działo to by nie było problemów.

      Usuń
    2. też tak mam... nikt czasami nie potrafi zrozumieć, że człowiek się przejmuje, martwi i nie może spać po nocach...

      Usuń
    3. Ale przynajmniej do mojej matki cokolwiek dotarło, chyba powoli widzi problemy, myśli jak po prostu ograniczyć tą znajomość i doprowadzić do jej zakończenia.

      Usuń
    4. oooo super :) dobra wiadomość!

      Usuń
    5. Powiem tak, byłoby fajnie gdyby sobie kogoś na poziomie znalazła, ale to nie jest ktoś dla niej, a po za tym jego zachowanie względem mnie ostatnio pozostawia wiele do życzenia, więc ogólnie nie jest zbyt ciekawie.

      Usuń
    6. pewnie, może jednak znajdzie i zakończy tą znajomość :) co za buty i torbę upatrzyłaś?

      Usuń
    7. Oby :)
      Buty z Ecco, ale nie umiałam poszukać ich na stronie, chyba jeszcze tworzą nową kolekcję na stronie.
      Torba: http://www.eobuwie.com.pl/torebka-armani-jeans-05291-55-80-blue-royal.html?gclid=CjwKEAjwjKOpBRChjsTyicbFy3QSJADP1gTNW1lopBgBA9bW6or57WfeRXC49IXoU7tk4jq3ncV2BxoCHxfw_wcB

      Usuń
  11. Wychowanie w wierze a wiara to dwie zupełnie różne sprawy i ja ostatnio mocno to na sobie poczułam.
    Jeśli się kochacie z J. nie pozwólcie na to, by coś się między Wami popsuło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Zgadzam się z tym całkowicie.
      Wiesz, sprawy zaszły za daleko, a on kompletnie tego nie rozumie. Po za tym nie można być w nowym związku i tkwić jeszcze w jakimś stopniu w przeszłości. A to jest niestety wyczuwalne.

      Usuń
    2. Masz na myśli jakiś kontakt z jego byłą?

      Usuń
    3. Z nią akurat się nie kontaktuje, ale np. z jej bratem i jego żoną, oraz wspólnymi kiedyś znajomymi. Więc to nie jest fajne.

      Usuń
    4. Ale chyba nie liczysz, że on dla Ciebie zerwie wszystkie swoje znajomości?

      Usuń
    5. No wiesz, ja jakoś nie widzę powodu, żeby utrzymywać relacje ze swoim były, jego siostrą i resztą rodziny po za tym to nie jest zbyt normalne.

      Usuń
    6. Może dlatego, że nie miałaś z nimi dobrych relacji? A on może akurat miał.
      Gdy rok temu pokłóciłam się z Ciachem tak bardzo, że ze sobą zerwaliśmy to mój brat nadal się z nim kumplował.

      Usuń
    7. To nie ma znaczenia. Miałam świetne relacje z rodziną byłego, no i co z tego? Po za tym teraz jest ze mną a nie z nią ...
      Wspólnie np. z byłym, jego siostrą i jej partnerem chodziliśmy na ich rodzinne uroczystości, zabawy, imprezy, więc raczej to nie problem. Po za tym raczej nie chciałabym od jego siostry słyszeć jaki on teraz jest szczęśliwy z kimś innym.

      Usuń
    8. A skąd wiesz, że J. w ogóle z bratem byłej rozmawia o niej?

      Usuń
    9. No bo mi o tym powiedział.
      Po za tym w odniesieniu do ostatniego komentarza to średnio miałabym ochotę przypadkiem spotykać swojego byłego i jego żonę gdybym nadal miała pozytywne relacje z jego siostrą.

      Usuń
    10. Wychodziłam z założenia, że się spotyka z nim jako z kolegą a nie jako z bratem swojej byłej.
      Uważam, że zazdrością możesz tylko popchnąć go w jej ręce. Skoro oni ze sobą już tyle czasu nie są, to może problem jest tylko w Twojej głowie, może nie ma się czym przejmować?

      Usuń
    11. Po za tym trochę dziwnie bym się czuła, że ma żonę i miałabym się z nim widzieć po tym wszystkim co mi naobiecywał?
      Raczej to jest niemożliwe, po tym co mu zrobiła, zerwała zaręczyny z nim dla innego, po odejściu za chwile zamieszkała u swojego nowego faceta w innym mieście gdzieś w środku Polski, będą mieć dziecko i podobno planują ślub, ale ile w tym prawdy to nie wiem. Gdybym nie miała powodu do myślenia Bóg wie czego to bym sobie nic z tego nie robiła.

      Usuń
    12. Z tego co mi piszesz wystarczająco mu się naprzykrzyła w życiu, że raczej nie ma ochoty do niej wrócić. :) Możesz mieć wątpliwości, bo one zawsze są, ale może więcej zaufania, co? :)

      Usuń
    13. Nie wiem, dał mi wybór, mam jeszcze jedną drogę, którą mogę pójść, ale po prostu musimy chyba sobie dać czas na odpoczynek od siebie. Po za tym jego przeszłość za bardzo mi się naprzykrza teraz z resztą od nie do końca chce z tym zerwać, a ja nie mogę być z takim kimś w takiej sytuacji.

      Usuń
    14. Niezbyt bardzo rozumiem.

      Usuń
    15. O tym może kiedy indziej, nie chce już o tym dyskutować. A co u Ciebie ciekawego? Coś nowego się wydarzyło?

      Usuń
    16. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i zmartwienia okażą się niesłuszne i znikną :)
      Ja się borykam dalej z tą moją jelitówką a dziś już idę na uczelnię :/ Mam tylko nadzieję, że będzie tak jak do tej pory ta choroba przebiegać, czyli skończy się tylko na bólu brzucha...

      Usuń
    17. Ja też mam taką nadzieję :)
      Oj, mam nadzieję, że szybko minie. Może powinnam iść do lekarza albo coś zażyć?

      Usuń
    18. Na jelitówkę niestety nie ma leków, ale czuję się już lepiej :) Właśnie przymierzam się do kawałka ciasta :D

      Usuń
    19. Oj, mniam! Sama chętnie zjadłabym ciasto, ale obżarłam się na święta, więc musze przejść na dietę ;)

      Usuń
    20. Ja też dziś już zauważyłam po sobie, że muszę się wziąć za siebie :D Jaki jest plan? :D

      Usuń
    21. Oj od wczoraj jem lekkie potrawy no i zaczynam ćwiczyć przynajmniej pół godziny dziennie :)

      Usuń
    22. Napisz mi co zjadłaś i co ćwiczyłaś :D Help! :D

      Usuń
    23. Zdrowo się odżywiam, to podstawa, a ćwiczenia możesz znaleźć na necie. Ja się staram mieć pół godziny dziennie np., żeby się porozciągać, mam np. książkę do strechingu.

      Usuń
    24. No to mi nie pomogłaś :) W necie jest mnóstwo śmieciowych informacji dlatego wolę pytać o radę kogoś, kto początki ma już za sobą :)
      Może ktoś inny będzie bardziej skory do udzielenia odpowiedzi, dzięki :)

      Usuń
    25. Pisałam dwie notki na temat diety, którą stosowałam, ale to, że mi pomogło, to nie znaczy, że Tobie pomoże, bo każdy organizm jest inny. Nie od dziś wiadomo, żeby wspomóc utratę wagi trzeba wprowadzić dietę i ruch. Ja np. lubię biegać, jeździć na rowerze i się rozciągać, ale Tobie może odpowiadać co innego.

      Usuń
    26. No to pożyjemy zobaczymy :D

      Usuń
  12. Czasem zwyczajnie nie da się z kimś być mimo całych uczuć, to bolesne, ale nic z tym się nie zrobi. Oczywiście można próbować i próbować, ale z drugiej strony po co tracić czas?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, po co tracić czas, jeśli ta druga osoba nie bardzo się chce odciąć od tego co było? Zrobiłabym dla niego naprawdę dużo, ale on, on nie wiem czy chce cokolwiek zmieniać w swoim życiu ...

      Usuń
    2. Nie ma to jak poświęcać się dla kogoś, kto tego nie docenia, byłam tam, robiłam tak. Czasem lepiej jest zostawić coś niż nieustannie ratować.
      A nic kochana, jakaś taka do d. się czuję ;/ czekam wciąż na zlecenie od agencji, wysłali mój formularz, jutro czekam na odpowiedź. Męczy mnie czekanie.
      Pogoda też nie sprzyja,jakaś przedwiosenna deprecha mnie łapie, raz mam energię, raz w ogóle.

      Usuń
    3. Dokładnie tak. Można wiele zrobić dla miłości, ale to wszystko jest ponad moje siły. Z resztą gdyby chciał to sam by się odezwał, a on tego nie zrobił.
      Najgorsze jest czekanie. Może to samopoczucie też trochę przez tą pogodę.
      Dokładnie tak. To tak jak ja, nieraz czuję się bez siły, a nie raz to mogłabym zrobić naprawdę całkiem sporo.

      Usuń
    4. No właśnie :( jakiś czas nisprzyjający, niby człowiek się stara i guzik, nienaiwdzę takich sytuacji gdy tylko jedna strona się stara a druga myśli, że jak już się jest to starać się nie trzeba ;/

      Usuń
    5. Ale teraz kilka słonecznych dni było, więc i z nastrojem nieco lepiej.
      Związek składa się w końcu z dwóch osób i jedna i druga musi coś w ten związek wkładać, a nie jedna zrobiłaby dla drugiej wszystko a druga ma tylko wielkie oczekiwania i nawet nie rozumie tego, co się mówi ... Ale nie ma już co o tym dyskutować. Może kiedyś zrozumie ...

      Usuń
  13. Cóż za zbieg okoliczności. Sama [i]Ktosia[/i] poznałam przez portal randkowy. Dwa tygodnie wycięte z życia w pozytywnym znaczeniu: czy odpisze? Ile przegadamy tym razem? Całe dnie z oczami wlepionymi w ekran komputera/telefonu... Ach. Spotkaliśmy się po dwóch tygodniach :) Tak długo wytrzymaliście!
    A nie możesz z nim porozmawiać o tym, co Ci się w tej Waszej relacji zaczyna nie podobać?

    Ja patrzę na święta bardziej jako na tradycję, że idzie się z tym koszyczkiem, spotyka z rodziną.. jakoś tego po prostu nie czuję. i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miałaś tak samo jak u nas. Sama bym na pewno się spotkała wcześniej, o wiele wcześniej, ale to obie strony muszą po prostu tego chcieć.
      Dyskutowaliśmy wielokrotnie o tym, mówiłam mu o swoich problemach, ale on uważa, ze problemów nie ma. Po za tym chciałam się przekonać, czy jest ta chemia.

      Ja też kompletnie tego nie czuję. Kiedyś chodziłam do kościoła ze święconką, ale jakoś potem stwierdziłam, że nie. Ja też kompletnie tego nie czuję.

      Usuń
    2. A nie mogłabyś mu wysłać tego posta? Ja wiem, że to dosyć odważnie brzmi, ale... no nie wiem, tak sobie myślę. Na "głos". Chciałabym jakoś Ci doradzić :(

      Hah, ja wtedy troszkę zdziwiałam, bo byłam poza Krakowem, ale no. Jakoś się dogadaliśmy.

      Ja przez cały tydzień nie byłam, jak Rodzicielka chodziła i siedziała w tym kościele, ile wlezie, bo dla mnie to byłoby takie wiercenie sie na tyłku. A z koszyczkiem poszłam, żeby mi już w domu dali spokój. Jakoś chyba Boże Narodzenie wolę. Jakoś tak przyjemniej.

      Usuń
    3. Ale po co? Po za tym nie uważam, że to jest odważne. Po za tym sam wie co dla niego najlepsze, a po raz setny mówienie do niego tej samej rzeczy to walenie grochem o ścianę. On i tak nic z tego nie rozumie. Wiem, wiem. Dziękuję :*
      A ja w ogóle nie chodzę od dłuższego czasu.

      Usuń
    4. Myślałam, że możeby się w końcu zreflektował (:

      Chyba, że tak. Ja czasem pójdę, własnie dla świętego spokoju.

      Usuń
    5. Skoro przez miesiąc się nie umiał, to raczej wątpliwe, że zrobi to teraz ...

      A ja nie, bo nikt mi nie będzie narzucać co mam robić :)

      Usuń
  14. A Ty próbowałaś się do niego odezwać?
    Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach... Chociaż z moją nawet to nie, niefotogeniczni jesteśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam, ale jakoś nie specjalnie to wyszło. Po za tym wielokrotnie wcześniej zwracałam mu uwagę na ten problem, ale on uważa, że nie ma problemu.
      Dokładnie tak. Tylko sporo problemów z rodziną.

      Usuń
    2. I to jest chyba najgorsze. On będzie uważał, że wynajdujesz sobie problemy tam gdzie ich nie ma, a Ty, że on "ma to gdzieś". Coś tu nie gra, i to poważnie. Tylko widzisz, problem jest taki, że nie można się starać za dwoje...

      Usuń
    3. No nie gra. On wciąż zupełnie nie potrafi się odciąć od tego, co było i to jest tym problemem, którego wciąż nie potrafi zrozumieć.
      Dokładnie jest tak jak powiedziałaś.

      Usuń
  15. Ja wierzę w Boga, tylko Kościół sam w sobie mi się nie podoba. Chociaż mam wrażenie, że im starsza jestem, tym mniej lubię święta, tym mniej mnie je czuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz dokładnie tak jak ja. Szkoda gadać. Z roku na rok mniej czuć magię tych świąt.

      Usuń
  16. Pierwsza rozmowa pomiędzy mną, a moim B. też przebiegła w Internecie, ale on wypatrzył mnie w szkole, a ja - nie wiedziałam o jego istnieniu. :D Też gadaliśmy całe dnie, a raczej noce - siedzenie do trzeciej, to była norma. ;) Fajne czasy.
    Dobrze, że niczego nie żałujesz. Takie myślenie mimo wszystko pomaga przetrwać ciężkie chwile. Najważniejsze to przyjąć wszystko na spokojnie i wierzyć w tę prawdziwą miłość, w tą dwójkę ludzi, którzy jeśli są sobie przeznaczeni, to i tak ze sobą będą. Pamiętam, że po rozstaniu z M. tak do siebie mówiłam, że "tak miało być" i jeśli mamy być razem, to los w jakiś sposób nas połączy. ;)

    Co do tych relacji to trochę się już gubię. Czy osoba, która była dla Ciebie taka opiekuńcza podczas choroby i "ojciec" to ta sama osoba?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My rozmawialiśmy naprawdę sporo. Ja miałam wakacje, więc byłam do jego dyspozycji. A jak zaczęłam zajęcia to ciężej, ale też jakoś to ogarnialiśmy. :)
      Wiesz, w tej sytuacji moje zdenerwowanie czy jakieś napadanie na niego i tak nic nie da. Nie mogę zmienić jego myślenia, a po za tym gdyby tak naprawdę mu zależało na tej relacji to nie doprowadzałby do takiej sytuacji. Ale cóż. Najwidoczniej musi mieć więcej czasu na przemyślenia. Oby nie było za późno potem, żeby odbudować to, co było.

      Tak, to ta sama osoba.

      Usuń
    2. My mieliśmy akurat ferie, więc było sporo czasu na zapoznanie się . :)
      Mam nadzieję, jak już sobie to wszystko przemyśli, to podejmiecie najlepszą decyzję dla Was. Sama nie wiem na co się nastawiać, bo nie raz, gdy chodziło o mnie samą, nie byłam pewna czy walczyć za wszelką cenę, czy lepiej odpuścić. Ciężka sprawa.

      I jego stosunek do Ciebie, w tak krótkim czasie, tak szybko się zmienił??

      Usuń
    3. Dobrze mieć trochę czasu na rozmowę, żeby lepiej się zapoznać :)
      No dokładnie, to jest dylemat. Ale chyba przerwa dobrze nam zrobi. Moje słowa jak na razie i tak są dla niego bez znaczenia, więc ... Ale mam nadzieję, że i to się zmieni u niego, podobnie jak u matki, względem "ojca", bo już jej ta znajomość powoli zaczyna ciążyć i jej nie odpowiada. I teraz myśli jak to odkręcić, żeby po prostu zakończyć tą znajomość. Dla mnie to dobrze, bo w zasadzie jak widzę jego ostatnie zachowanie względem mnie to trochę lipa ...

      Usuń
    4. Rozmowa przede wszystkim. Jak widzę takie związki na "hop siup", gdzie później osoby nie mają o czym ze sobą gadać, bo nic o sobie nie wiedzą, to ręce opadają.
      Czas pomaga też zrozumieć, jak bardzo nam na danej osobie zależy.
      Hmm... Myślę, że Twoja mama przejrzała na oczy i stara się wszystko naprawić. Ja, na dzień dzisiejszy raczej nie chciałabym dzielić życia z kimś, kto zachowywałby się wobec moich dzieci arogancko czy je ignorował. Rodzina przede wszystkim.

      Usuń
    5. Dokładnie tak, najgorzej kiedy ktoś nie chce rozmawiać i robi to celowo. Ale często tak jest niestety, że są związki bo są, ale jak przyjdzie cokolwiek powiedzieć o tej drugiej osobie, to nie wiadomo, co ...
      Ja też nie i chyba zaczyna to rozumieć.

      Usuń
  17. A może On potrzebuje jeszcze więcej czasu na to, żeby zrozumieć jak wiele może stracić... Tylko, żeby wtedy nie było za późno na jakąś nową odbudowę tego wszystkiego z Twojej strony... Może wszystko wróci do normy, bo przecież chyba nie tak łatwo wymazać z pamięci taki czas i wiele wydarzeń spędzonych razem. Trzymaj się! :)
    Tajemnice, niedomówienia w rodzinie to najgorsza rzecz, niestety tak często występują, a my, mimo wszystko w pewnych sytuacjach, niestety nie mamy na to dużego wpływu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy jak to będzie. Dziękuję za wszystkie dobre słowa :* Może być różnie, ale jeśli sam nie dojdzie do pewnych rzeczy to niestety ale chyba się nic nie zmieni... Ale mam nadzieję, że oboje damy sobie czas na przemyślenia i to pozwoli nam wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski.
      Tak, dokładnie. I to mnie najbardziej denerwuje, że są niedomówienia. Ale po co z tak błahych spraw robić tajemnice? Tego nie bardzo rozumiem. Albo nie przekazać drugiej osobie tego, co każe przekazać ta druga jak dzwoni ... Bezsens.

      Usuń
    2. Bo chyba nic na siłę, prawda? Choć to może być na początku trudne, ale też jeżeli tylko jedna strona chce aż za bardzo, to wtedy chyba jest najgorzej... i czasami warto odpuścić, a na pewno nie wytwarzać zbyt dużego ciśnienia. Wierzę, że wszystko się Wam jeszcze jakoś ułoży :).
      Bo wydawałoby się, że to przecież nasze najbliższe osoby, a czasami, pewne wydarzenia uświadamiają nam, jak bardzo te relacje mogą się oddalić...

      Usuń
    3. Wiesz, dla niego zrobiłabym naprawdę wiele. Ale są sprawy, których po prostu nie dałam rady znieść. Dokładnie, nic na siłę , bo po prostu tak się nie da. Najgorzej jest, że nic i tak z tego nie rozumie. Ja też mam taką nadzieję. :) Ale pożyjemy, zobaczymy jak to będzie.
      Tylko, że matka zaczyna powoli rozumieć sytuację i sama stwierdziła, że najlepiej by było zakończyć znajomość z nim.

      Usuń
    4. Bo przecież są też chyba jakieś granice, prawda? A nie może też być tak, że jedna osoba będzie się aż za bardzo poświęcać, a druga tego na tyle nie doceni. Wszystko się pewnie okaże w najbliższym czasie :). Ja nie potrafiłabym tkwić w takim zawieszeniu, bo raczej wolę jasne sytuację, niż niepewność, choć może i to w niektórych sytuacjach jest potrzebne ;).
      O, to chyba jakiś krok w dobrym kierunku z jej strony, że zaczyna rozumieć, że jednak coś jest nie tak jak powinno.

      Usuń
    5. No nie wiem, nie rozmawiamy ze sobą od miesiąca, więc nie wiem czy coś się okaże. Mnie już to za przeproszeniem nie obchodzi co on robi, to w końcu jego życie i jego wybory. Ja już mam jasną sytuację na wszystko.
      Lepiej późno niż wcale ... Chociaż lepiej, że zaczyna rozumieć coś teraz niż za jakiś czas.

      Usuń
  18. Przez 3 tygodnie to ja bym zwariowała. Albo inaczej, ja nie dałabym rady tyle wytrzymać. My odkąd się znamy rozmawiamy ze sobą dzień w dzień, a czasami stwierdzam, że w dany dzień za mało rozmawialiśmy i brakuje mi tego, a co dopiero 3 tygodnie? W moim wykonaniu niewykonalne. Ja oczywiście odezwałabym się, zapytała o co chodzi. Nie potrafiłąbym żyć w takiej niepewności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nie żyję w niepewności. To my mieliśmy tak samo, rozmawialiśmy dzień w dzień na tyle ile sytuacja pozwalała, bo ja też mam zajęcia. Ale oczywiście jak była możliwość to rozmawialiśmy jak najdłużej ze sobą i też drażniło mnie to, że czasem nie rozmawialiśmy ze sobą zbyt wiele.

      Usuń