poniedziałek, 30 marca 2015

87.

Wszystko zaczyna mnie przerastać. Nie lubię jak ktoś mnie ignoruje, traktuje jak powietrze i nawet nie zauważa, że mnie nie ma. Taka sytuacja miała miejsce z "ojcem", a matka przecież nie zauważa problemu. I przecież dla niej to ja jestem winna zaistniałej sytuacji. Dostałam prezent na zgodę, ale co z tego skoro sytuacja i tak się nie zmieniła, a ja stwierdziłam, że się zastanowię czy mu wybaczę. Już się nauczyłam, że ludzie się nie zmieniają, a matka nawet nie przekazuje mi tego co podczas rozmowy on każe mi przekazać. Ona myśli, że nie widzę tych uśmieszków i tego, że się ze mnie nabijają. Przykre. Zachowuje odczuwalny chłód wobec niego, po za tym nie lubię jak ktoś mnie nie słucha.
Do tego ostatnia sytuacja z J. Nic nie idzie po mojej myśli. Może jedynie kwestia uczelni i kolejny biznesowy plan. Ale fakt, kto nie ma szczęścia w miłości, ma w pieniądzach. I to się sprawdza.

sobota, 21 marca 2015

86. Kiedy kobieta choruje ...

... czyli o opiece mężczyzny nad kobietą.
Traktuje go jak ojca, z resztą zastępuje mi go, bo nigdy go nie miałam. Przejął się tym, że choruje i w poniedziałkowe popołudnie po moich zajęciach zastałam go w domu. Trochę wróciłam zdenerwowana, z resztą sama nie wiem czemu chwilowo byłam nie w sosie. Ale przy jego obecności zawsze poprawia mi się humor.
- Cześć! - powiedziałam kiedy weszłam do kuchni, rzucając moje klapki medyczne na środek kuchni, a fartuch na krzesło.
- Cześć! Trochę jesteś zdenerwowana. Stało się coś? - zapytał z troską.
- Nie. Wszystko w porządku. - odpowiedziałam. Byłam trochę zmęczona po ćwiczeniach,  z resztą to, że byłam wtedy chora też mnie denerwowało. Nie chciałam go obarczać swoimi sprawami. Ostatnio chodzę w ogóle zła, przemęczona. Powinnam więcej odpoczywać.
- Mama poszła zaparkować auto.
- Wiem, właśnie widziałam.
- O matko! Miałem pilnować, żeby Ci obiad się odgrzał.
Stanęłam koło okna, wyglądając przez nie. Spoglądałam na zachód słońca, który jest w tym miejscu widoczny. Lubię te zachody słońca na wiosnę.
Podszedł do mnie, stanął z tyłu, objął w pasie i pocałował delikatnie w szyję. Jak zwykle był czuły wobec mnie. Uśmiechnęłam się do niego.
- Siadaj, pokażę Ci co zrobiliśmy na dzisiejszych zajęciach.
Wykonane przeze mnie maści :)
 
To był jeden z niewielu momentów w moim życiu kiedy poczułam się jakbyśmy tworzyli zgraną 3-osobową rodzinkę.
Zjadłam tylko zupę, nawet nie miałam ochoty na cały obiad, z resztą w trakcie choroby zawsze niewiele jem. Do kuchni weszła mama, dla której też był gotowy obiad. Fajnie to wyglądało, kiedy ja stałam z jednej strony kuchenki indukcyjnej, on z drugiej, a mama siedziała przy stole.
Wyszedł na papierosa, kiedy ja siadłam w fotelu przed telewizorem. Oczywiście kiedy wrócił oboje zasiedli obok mnie, zaczęli rozmawiać, bo mama jest gadułą, co go nieco irytuje.
Kiedy wrócił z papierosa słyszę zapytał słysząc, że kicham i pociągam nosem zapytał:
- Jak się czujesz kochanie?
- Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej - odpowiedziałam nieco zmienionym głosem.
Po chwili zrobił mi gorącą herbatę z imbirem, cytryną i miodem. Usiadł na fotelu obok. Położył swoją rękę na moim kolanie. I jak zwykle zaczął dyskusję z mamą, której zawsze się przysłuchuję. Nie lubię za dużo gadać, z resztą mama swoim gadulstwem zawsze mnie wyręcza.

Wywiad z A.Jolie.
 Ostatni wywiad z Angeliną Jolie to mój sposób na dzisiejszy wieczór po południowych zakupach.

niedziela, 15 marca 2015

85. Stereotypy.

Upalne lato. Jeden z kurortów w północnej Afryce. Z rana wychodzę na basen, żeby się ochłodzić. Ręcznik przewieszony przez ramię, niebieski strój kąpielowy, długie, ciemne włosy. Na nosie ciemne okulary. Na krześle pod parasolem on. Je śniadanie i pije swoje espresso. W jednej  chwili nasze oczy się spotkały. Jedna magiczna chwila. Wysoki, przystojny szatyn.
- Hi! How are you? - usłyszałam. Tuż obok mnie pojawił się on z nieziemskim uśmiechem.
- Hi! Fine, thanks. And you?
- Great! Maybe walk at evening? - zaproponował.
- Yes, it is great idea.
- What's your name?
- S.
Zgodziłam się na spacer wieczorem. Porozmawialiśmy, trochę spędziliśmy czasu ze sobą. Zapoznaliśmy się. Był tu z przyjaciółmi. Gorący, letni wiatr muskał nasze ciała. Czułam się bezpiecznie w jego towarzystwie. Umówiliśmy się na kolejny ranek, na wspólne śniadanie. Potem wspólne wyjście na basen. Zajął swoje miejsce na leżaku i obserwował moje ruchy podczas pływania. Kiedy wyszłam z basenu, otulił mnie ręcznikiem. Wieczorem wybraliśmy się na bilard. Cudowne chwile sam na sam. Po raz pierwszy spotkałam bratnią duszę, przy której poczułam się po prostu dobrze. W tej relacji nie było nic fizycznego. Po prostu chodziło o miłe spędzenie razem czasu. Wiele magicznych momentów. Spędziliśmy razem cudowny tydzień. Któregoś wieczoru wybraliśmy się na dyskotekę. Było świetnie. I pomyśleć, że poznaliśmy się w tym samym miejscu pierwszego wieczoru - na hotelowej dyskotece.

Dlaczego to piszę? Żeby pokazać, jak wiele różni się od stereotypów. Że muzułmanie nie są tacy jak większości ludzi się wydaje. Najbardziej magiczne chwile spędziłam wśród nich. I przyjaźń damsko-męska jest możliwa, nie było między nim a mną bliskości fizycznej. Poznałam tam wspaniałych ludzi. I to właśnie stamtąd wyniosłam najwięcej wewnętrznego ciepła i uśmiech.

Wybaczcie, że nie było żadnych nowych notek jakiś czas. Ale miałam sporo spraw do załatwienia, nauka, studia, zajęcia pochłaniają sporo czasu. I w dodatku od wczoraj trzyma mnie przeziębienie, bo na wydziale i na osiedlu panuje grypa, która oczywiście musiała dopaść mnie jako jedną z ostatnich osób, które jeszcze nie chorowały w tym roku. Pewnie zaraziłam się od znajomego, który wczoraj wpadł do mnie, ale oczywiście on nie był chory tylko jego najbliższa rodzinka. Jak zadzwoni to dostanie ochrzan :p

niedziela, 1 marca 2015

84.

Z Panną X znamy się od czasów gimnazjum. Jest o rok starsza. Poznałam ją dzięki mojej koleżance z klasy, która się z nią kolegowała, bo należały do jednej grupy harcerskiej. Ale potem znajomość ich się zakończyła, ja nie chciałam wnikać w to bo to nie była moja sprawa. Byłyśmy na cześć, czasem chwilę pogadałyśmy. Po pewnym czasie znajomość ta przerodziła się w przyjaźń, nawet nie wiem jak to się stało, ale jako jedna z nielicznych osób, wiedziała na temat mojego życia tak wiele jak nikt inny. Ostatnio nasze relacje się urwały. Ostatnio rozmawiałyśmy 3 miesiące temu, wiedziałam, że pracuje, ma narzeczonego, w między czasie zmarł jej dziadek, była w trakcie przeprowadzki, która szła dość opornie. Wiadomo miałyśmy mało czasu dla siebie. Wszystko jestem w stanie zrozumieć. Każdy ma swoje życie, swoje sprawy i problemy, ale od czasu do czasu chwila na rozmowę to chyba nie problem. Miała trochę spraw na głowie i dużo jej się skumulowało rzeczy na raz. W między czasie były jeszcze święta, sylwester, więc logiczne, że to jest czas dla rodziny, sylwestra też pewnie spędzała ze swoim narzeczonym. Obiecała mi kawę i spotkanie po przeprowadzce u siebie, wspominała o spotkaniu po świętach. Nie jestem osobą, która się narzuca albo się wprasza, więc uważałam, że jeśli zaprasza mnie do siebie to raczej powinna to zaproszenie ponowić i ustalić jakiś termin, który mnie i jej by odpowiadał. Co innego kiedy mamy po prostu się spotkać na mieście, więc sama zapytałabym w takiej sytuacji co ze spotkaniem. Od tamtej pory była cisza, ja też miałam swoje sprawy, naukę i inne, więc też nie chciałam się jej po prostu narzucać. Więc zdziwiło mnie to, że do mnie napisała. Zaczęła rozmowę, więc po prostu odpowiedziałam zwięźle i krótko, sama chyba widziała, że ta relacja już nie jest taka jak kiedyś, po za tym po co mam zwierzać się osobie, której po prostu nie interesuje co się dzieje w moim życiu i nie ma po prostu czasu, żeby ze mną choć na moment pogadać. Nie oczekuję cudów. Zaczęła mówić o swoim ślubie, i oczekiwała, że nagle doradzę jej jaką sukienkę ma wybrać na ślub, który ma wziąć we wrześniu ( na który oczywiście mnie nie zaprosiła ). Stwierdziłam tylko, że ja nie mam związku z jej ślubem i niech poradzi się swojej świadkowej. Chciała ratować jakoś sytuację, ale napisałam jej tylko, że nie mam ochoty dalej kontynuować tej rozmowy i niech napisze do mnie wtedy jak cokolwiek zrozumie. Po za tym nie odpowiedziała na moją ostatnią wiadomość z końca listopada, mimo że wiedziałam, że ją odczytała bo została dostarczona. Więc nagle oczekiwała, że co, że jak sobie nagle o mnie przypomniała to będę się jej zwierzać ze swojego życia? Mi zarzuciła, że to ja nią się nie interesuje, a ona przecież sama też mogła napisać. I dla mnie nie ma znaczenia kto napisze, czy ja zacznę rozmowę czy ona, więc nie mam problemu. Gdybym widziała z jej strony jakieś zaangażowanie to sama również poświęciłabym czas, chęci na budowanie babskiej przyjaźni. Zaangażowanie jest potrzebne w każdej relacji. Ale brak wiadomości od niej utwierdził mnie w przekonaniu, że było jej po prostu tak wygodniej.  Także jakoś nie specjalnie przejęłam się faktem, że kolejna znajomość poszła się bujać. Z resztą takich relacji ja mam dosyć kiedy ode mnie ktoś oczekuje cudów, a w zamian nie daje od siebie zupełnie nic. Postanowiłam raz na zawsze ucinać znajomości, kiedy osoba zupełnie nie rozumie problemu, w którego centrum jesteśmy.